- Porady, techniki, ciekawostki
- 0 polubień
- 1307 odwiedzin
- 0 komentarzy
- wibrator, wibrator łechtaczkowy
Większość obecnie produkowanych zabawek zdalnego sterowania przeznaczonych jest do stymulacji wewnętrznej: jajeczka wibrujące, kulki gejszy, masażery prostaty czy korki to stałe pozycje w arsenale wszystkich większych firm. Wibratorów (niedrogich!) przeznaczonych do masażu zewnętrznych stref ze świecą szukać. Przyznam szczerze, że szukałam gadżetu, który byłby w miarę tani, cichy, zdalnie sterowany oraz nie miał jakichś gigantycznych rozmiarów. Nie było to łatwe ale w końcu trafiłam na Candy :)
Candy to niewielki wibrator, który posiada funkcję zdalnego sterowania z każdego miejsca na świecie z dostępem do internetu. Sercem zabawki jest malutki moduł, który wkłada się do silikonowej osłonki (nie trzeba tak naprawdę tego robić ale o tym później).

Garść informacji:
- wodoodporność na poziomie IP65
- sterowanie z urządzeń z zainstalowanym Androidem lub OS
- osłonka wykonana z aksamitnego silikonu
- małe wymiary (około 8 x 3,6 x 2,5cm)
- waga 32g
- cichy silniczek
- 1h czasu pracy
- wbudowany akumulator
- ładowanie magnetyczne
- 7 trybów wibracji klikalnych bezpośrednio z urządzenia

Zabawka jest wodoodporna ale nie całkowicie wodoszczelna. Można więc spokojnie myć moduł pod bieżącą wodą ale nie radziłabym zanurzać całości w wannie.
Osłonka jest milutka i gładziutka - to ten sam rodzaj aksamitnego silikonu jaki znamy ze standardowych zabawek erotycznych. Dodatkowo, posiada ona wybrzuszenie, które jeszcze lepiej ma dopasować się do ciała i trafiać w łechtaczkę.

Moduł wykonany jest z ABS i jego rozmiary są porównywalne z małym bulletem. Nie jest jakoś szczególnie odporny na zarysowania więc po pewnym czasie będą pojawiać się mikro-ryski. Nie mają one wpływu na działanie zabawki, ani nie zmniejszają komfortu użytkowania (nie są wyczuwalne pod palcami), wyglądają tylko nieco nieestetycznie. Ja swojego Candy kupiłam 2 lub 3 lata temu i moduł prezentuje się tak jak na zdjęciu poniżej:

Silnik pracuje cichutko ale nie jest jakoś szczególnie mocny. Kupując urządzenie widziałam, że w takiej cenie nie otrzymam niczego z hardkorową mocą oraz głębokimi wibracjami. Zależało mi głównie na dyskrecji i koszcie poniżej 250zł. Czasami, aby zmaksymalizować działanie wibratora używałam go po prostu bez osłonki (można włożyć moduł między wargi) i było naprawdę fajnie :D. Wszystko zależy od tego jak bardzo jesteście wrażliwe.
Ok, ale co dobrego oferuje nam aplikacja?
Aplikację Magic Motion znajdziecie w Google Play lub App Store, a przekierowanie do niej z kodu QR w instrukcji obsługi. Wymaga ona takich zgód jak udostępnianie Bluetooth oraz informowania o lokalizacji. Pozostałe, takie jak dostęp do kamerki, czy mikrofonu są opcjonalne.

Po zaakceptowaniu zgód aplikacja poprosi nas o wybranie nicku i możemy przejść do głównego panelu. Wpisujemy cokolwiek, nie trzeba przeprowadzać żmudnej rejestracji z podawaniem maila, hasła itp. Teraz pozostaje nam włączyć Candy oraz bluetooth i sparować urządzenia. Wybieramy Connect to Device, a następnie Candy.

Funkcje dostępne przy zabawie z bliskiej odległości:
1. Music Player - wybieramy muzyczkę z naszego smartfona, a Candy będzie wibrować w jej rytm.
2. Painted - kreślimy palcem po naszym wyświetlaczu
3. Music mode - podczas działania aplikacji w tle zabawka będzie wibrować w rytm oglądanych filmów, muzyki czy innych dźwięków wydobywających się z naszego smartfona :D
4. Voice - Candy reaguje na nasz głos
5. Pattern - wybieramy spośród 9 zaprogramowanych trybów wibracyjnych. Możemy również wybrać intensywność wibracji.
6. Custom - układamy swój tryb wibracji
7. Manual - sterujemy mocą wibracji trybu ciągłego
8. Games/ Drum - gramy na wirtualnych bębnach ;)
9. Games/ Motion Sensor - wibracje aktywują się przy obracaniu smartfona

Jeżeli zaś chodzi o zabawę na większą odległość to standardowo mamy tutaj czat z funkcją sterowania. Nasz partner poprzez kreślenie na ekranie wzorków będzie wywoływał w Candy wibracje.
Aby się połączyć należy wejść w Chat Control i wybrać Invite. Następnie możemy wybrać w jaki sposób udostępnimy kod do naszego pokoju zabaw.


Nie polecam używania opcji "kopiuj". U mnie aplikacja nie jest w stanie wygenerować kodu i "myśli" w nieskończoność. Jeżeli nie chcecie udostępniać kodu poprzez aplikację możecie zrobić to co ja, czyli kliknąć SMS i podać partnerowi kod, który znajduje się na końcu linku, w tym przypadku będzie to 26031. Samej wiadomości wysyłać nie trzeba.

Partner również musi wejść w Chat Control, wybrać opcję Enter i wpisać kod. Po wpisaniu kodu powinniście połączyć się na czacie :)

Gdy partner uderzy lub będzie przesuwał palcem po ciemnoszarym polu Candy zareaguje. Niestety, często zdarza się to z opóźnieniem.
Możecie również wysyłać sobie zdjęcia na czacie, oraz wiadomości głosowe. Jak widać nie wszystko zostało przetłumaczone do końca. Gdzieniegdzie można zobaczyć znaki chińskiego alfabetu albo niedoróbki w aplikacji. Sam program potrafi się również czasami zaciąć lub rozłączyć i procedurę połączenia trzeba zastosować od nowa. Zauważyłam, że problem ten występuje w starszych telefonach. Na moim Huawei P20 Pro działa fajniutko, a na Galaxy S6 zdarzyło mi się zatrzymanie aplikacji. Jest to tańsza zabawka i miałam świadomość, że nie wszystko będzie idealnie dopracowane tak jak w przypadku We-Vibe, czy Svakom. Nie oczekiwałam cudów, ale developerzy mogliby jednak popracować nad usprawnieniem opcji "kopiuj" podczas pobierania kodu dostępu. Klikanie w SMS bywa wkurzające.
Podsumowując, Candy to całkiem przyjemna w obsłudze zabawka, która nie jest pozbawiona wad. Zadowoleni powinni być wszyscy Ci, dla których seks na odległość jest tylko zabawą, a nie koniecznością, czy fetyszem. Osoby, które naprawdę często używają zdalnie sterowanych akcesoriów erotycznych mogą nie być w pełni usatysfakcjonowane, ponieważ tryb sterowania z bliskiej odległości jest zdecydowanie bardziej dopracowany, niż ten z dalekiej.
Ja co jakiś czas wracam do Candy, może wkrótce producenci gadżetów erotycznych staną na wysokości zadania i zaoferują nam coś genialnego do stymulacji łechtaczki ze zdalną kontrolą oraz niższą niż obecnie ceną.

Komentarz (0)